Blog - Gdy kłamstwo prosi o wiarę !

Nie jest to tekst o polityce ani o cudzych błędach. To felieton o nas samych — o chwili, w której prawda przestaje być ważna, bo wygodniej jest wierzyć w coś innego. Nie da ci szybkiej odpowiedzi. Da coś trudniejszego — lustro. Jeśli masz odwagę w nie spojrzeć, czytaj dalej.
Kłamstwo nie wpada do naszego życia z hukiem. Nie wyważa drzwi. Przychodzi cicho, niemal uprzejmie. Siada obok, nalewa herbaty i mówi: „Nie bój się, ja tylko na chwilę”. I właśnie dlatego zostaje na długo.
Bo kłamstwo nie potrzebuje siły. Potrzebuje zgody. Jednego skinienia głową. Jednej myśli: „to brzmi sensownie”. Jednego momentu, w którym człowiek jest zmęczony prawdą — jej złożonością, jej ciężarem, jej brakiem prostych zakończeń.
Prawda rzadko bywa atrakcyjna. Jest jak surowy krajobraz — piękny, ale wymagający. Trzeba iść, potknąć się, czasem zawrócić. Kłamstwo natomiast jest jak droga z folderu reklamowego: gładka, jasna, obiecująca szybkie dotarcie do celu. Nie mówi, że prowadzi w ślepy zaułek.
W rodowych opowieściach kłamstwo zawsze było ostrzeżeniem, nie pokusą. „Nie bierz owocu, który za bardzo błyszczy” — mówiono, choć nikt jeszcze nie znał marketingu ani algorytmów. Starsi wiedzieli jedno: to, co zbyt łatwe, zazwyczaj ma swoją cenę, tylko rachunek przychodzi później.
Dziś żyjemy w czasach, w których kłamstwo nie tylko się nie wstydzi — ono domaga się wiary. Krzyczy: „Masz prawo w to wierzyć!” I rzeczywiście — mamy prawo wierzyć w co chcemy. Ale nie mamy prawa udawać, że wybór wiary jest neutralny. Każda wiara coś w nas przestawia. Każda zmienia sposób, w jaki widzimy świat, ludzi i samych siebie.
Najgroźniejsze kłamstwa nie mówią: „To nieprawda”. One mówią: „To cała prawda”. Zamykają dyskusję. Dają poczucie ostateczności. A człowiek, który myśli, że już wszystko wie, przestaje słuchać. Przestaje się uczyć. Przestaje być czujny.
Rodowa mądrość uczyła czujności nie wobec świata, ale wobec siebie. „Najpierw zapytaj, dlaczego chcesz w to uwierzyć” — to pytanie, które rzadko dziś zadajemy. A przecież to ono demaskuje najwięcej. Bo często nie wierzymy dlatego, że coś jest prawdziwe, lecz dlatego, że jest nam potrzebne. Potrzebne, by usprawiedliwić gniew. By nie czuć wstydu. By nie zmieniać własnego życia.
Kłamstwo karmi się emocją. Najchętniej strachem i poczuciem krzywdy. Gdy ktoś mówi: „jesteś ofiarą, ktoś ci coś zabrał”, serce otwiera się szybciej niż rozum. I wtedy prawda, która chciałaby powiedzieć: „świat jest bardziej skomplikowany”, zostaje uznana za niepotrzebnie trudną.
A przecież nasi przodkowie wiedzieli, że prostota bywa zdradliwa. Życie na wsi, w rodzie, we wspólnocie uczyło jednego: rzeczy rzadko są czarno-białe. Ten sam sąsiad potrafił pomóc i zaszkodzić. Ten sam rok mógł przynieść urodzaj i stratę. Prawda była mozaiką, nie hasłem.
Dziś hasła wygrywają z mozaiką. Są krótsze. Łatwiejsze do powtórzenia. Lepiej się klikają. Ale rodowa wiedza nigdy nie była klikalna — była przekazywana szeptem, przy stole, przy pracy, w milczeniu między zdaniami. Tam, gdzie liczył się sens, a nie efekt.
Człowiek, który przyjmuje kłamstwo, często mówi sobie: „To tylko opinia”. Ale opinia powtarzana wystarczająco długo przestaje być tylko opinią. Staje się filtrem. A filtr decyduje, co widzimy, a czego już nie jesteśmy w stanie dostrzec.
I wtedy dzieje się coś najcichszego, a zarazem najgroźniejszego: zanika zdziwienie. Przestajemy się dziwić temu, co kiedyś budziło sprzeciw. Przestajemy pytać. Przestajemy się zatrzymywać. A bez zatrzymania nie ma mądrości — jest tylko pęd.
Na szczęście prawda ma jedną cechę, której kłamstwo nigdy nie posiądzie: cierpliwość. Nie walczy o uwagę. Nie obraża się, gdy ją ignorujemy. Po prostu czeka. Czasem latami. Aż człowiek sam do niej wróci — zwykle wtedy, gdy wszystko inne przestaje działać.
Rodowa mądrość mówiła: „Prawda nie zawsze wygrywa dziś, ale zawsze wygrywa jutro”. I może właśnie dlatego warto ją wybierać, nawet gdy jest niewygodna. Bo kłamstwo może dać ulgę, ale tylko prawda daje fundament. A bez fundamentu nawet najpiękniejsza opowieść kiedyś się zawali.
Kłamstwo staje się prawdą tylko wtedy, gdy człowiek przestaje siebie słuchać. Gdy zagłusza ten cichy głos, który mówi: „uważaj”. Ten głos nie krzyczy. Nigdy nie krzyczał. Ale to on przeprowadził całe rody przez wojny, biedę i chaos.
Może więc nie chodzi o to, by wiedzieć więcej. Może chodzi o to, by znów umieć wątpić. Bo wątpliwość nie jest słabością — jest formą szacunku dla prawdy.
A prawda, choć trudna, nigdy nie prosi o wiarę. Ona prosi tylko o uczciwość.
MoodSense - moodsense.pl
Jeśli artykuł Ci się spodobał, będzie nam bardzo miło, jeśli udostępnisz go na swojej stronie lub prześlesz znajomym. A jeśli masz pytania, śmiało napisz do nas: kontakt@moodsense.pl – z przyjemnością odpowiemy! Jesteśmy wdzięczni za zainteresowanie i ciepło pozdrawiamy!
Udostępnij znajomym: