Blog - Skok wiary, czyli jak nie rozbić się o styczeń!

Czy zdarzyło Ci się kiedyś podjąć genialną, noworoczną decyzję pod wpływem impulsu, a tydzień później patrzeć na nową parę butów do biegania z takim samym zdziwieniem, z jakim patrzy się na kosmitę w kolejce po chleb? Jeśli tak, ten tekst jest dla Ciebie. Zapraszam do lektury o tym, dlaczego nasza kreatywność to czasem szalony kaskader, a nasza logika – zdezorientowany sędzia.
Lądowanie telemarkiem (albo „na naleśnika”)
Mason Cooley powiedział kiedyś: „Kreatywność robi wielki skok, a później rozgląda się, aby zobaczyć, gdzie wylądowała”. Trudno o celniejszą definicję pierwszych dni stycznia.
Nowy Rok to taki specyficzny moment w kalendarzu, kiedy wszyscy nagle stajemy się wizjonerami. Nasza wewnętrzna kreatywność, podsycona bąbelkami sylwestrowego szampana, bierze rozbieg godny olimpijczyka. „Będę pisać powieść!”, „Otwieram biznes w branży hodowli alpak!”, „Od jutra jem tylko jarmuż i cytrynę!”. I hop! Lecimy przez powietrze, pełni gracji i wiary, że grawitacja nas nie dotyczy.
Problem pojawia się w okolicach 7 stycznia, kiedy ta sama kreatywność otwiera jedno oko, otrzepuje kurz z kolan i z lekkim przerażeniem pyta: „Zaraz, to my naprawdę tu mieszkamy?”.
Dlaczego ten skok jest nam potrzebny?
Gdybyśmy zawsze najpierw sprawdzali, czy na dole jest materac, prawdopodobnie nigdy nie zeszlibyśmy z kanapy. Kreatywność ma w sobie coś z radosnego szaleńca – nie przejmuje się logistyką.
-
Skok to odwaga: Bez tego nagłego impulsu utknęlibyśmy w wiecznym planowaniu, które jest tylko elegancką formą prokrastynacji.
-
Rozejrzenie się to nauka: To, że wylądowałeś w krzakach zamiast na podium, wcale nie oznacza porażki. To oznacza, że masz teraz świetny widok na krzaki, o których wcześniej nie miałeś pojęcia.
Jak przetrwać lądowanie?
Kluczem do sukcesu w nowym roku nie jest unikanie skoków, ale zachowanie odrobiny humoru, gdy okaże się, że wylądowaliśmy... no cóż, niekoniecznie tam, gdzie celowaliśmy. Inteligencja polega na tym, by z tego „rozglądania się” wyciągnąć wnioski.
Jeśli Twoja kreatywność kazała Ci kupić karnet na siłownię, a Ty właśnie odkryłeś, że nienawidzisz podnoszenia ciężarów, nie płacz nad rozlanym potem. Rozejrzyj się. Może obok siłowni jest świetna szkoła tańca albo chociaż piekarnia z naprawdę dobrym chlebem żytnim? Każde lądowanie to nowy punkt startowy.
Pamiętajmy: wielkie idee rzadko lądują tam, gdzie planowały, ale to właśnie te „pomyłki” tworzą najciekawsze historie. Nie bój się skakać w tym roku – nawet jeśli jedyne, co zobaczysz po wylądowaniu, to zdziwiona mina Twojego kota.
MoodSense - moodsense.pl
Jeśli artykuł Ci się spodobał, będzie nam bardzo miło, jeśli udostępnisz go na swojej stronie lub prześlesz znajomym. A jeśli masz pytania, śmiało napisz do nas: kontakt@moodsense.pl – z przyjemnością odpowiemy! Jesteśmy wdzięczni za zainteresowanie i ciepło pozdrawiamy!
Udostępnij znajomym: