Blog - Zamieszkać w sobie na nowo...

Ten tekst nie chce cię przekonać. Chce cię zatrzymać.
Jeśli czytasz go powoli, być może zauważysz, że oddech sam szuka więcej miejsca. To esej o powrocie, który nie ma fanfar ani wyraźnej granicy początku. O powrocie do ciała – miejsca najbliższego i najczęściej opuszczanego wtedy, gdy było za trudno.
Są doświadczenia, po których człowiek nie wychodzi całością. Nie dlatego, że coś w nim pękło, lecz dlatego, że musiał się podzielić, by przetrwać. Jedna część została, by czuwać, druga oddaliła się, by nie czuć. Trauma nie jest dramatem zapisanym w jednym momencie – jest przedłużonym trwaniem w gotowości, w napięciu, w półoddechu.
Ciało pamięta dokładniej niż myśli. Przechowuje echo tamtych chwil w ułożeniu barków, w mięśniach brzucha, w sercu, które nauczyło się bić szybciej, niż wymaga teraźniejszość. Ono nie zapomniało, bo zapominanie nie było bezpieczne. Pamięć ciała była formą miłości – desperackiej, ale skutecznej.
Z czasem uczymy się funkcjonować bez pełnej obecności. Jesteśmy sprawni, kompetentni, często nawet silni. A jednak coś w środku pozostaje niezamieszkane. Jak dom, w którym pali się światło, ale nikt nie siada przy stole. Nieobecność nie boli od razu. Najpierw jest tylko zmęczeniem, trudnością w odpoczynku, poczuciem, że „coś jest nie tak”, choć nie wiadomo co.
Powrót do ciała nie przypomina zdobywania szczytu. Bardziej przypomina powrót do ogrodu, który długo nie był odwiedzany. Najpierw trzeba stanąć w bramie i sprawdzić, czy ziemia nas jeszcze pamięta. Czy można zrobić krok, nie niszcząc tego, co delikatne.
Ten powrót wydarza się w mikrogestach. W chwili, gdy pozwalamy stopom poczuć chłód podłogi. Gdy zauważamy rytm własnego serca bez próby jego zmiany. Gdy oddech, choć nadal ostrożny, przestaje być wstrzymywany. To są momenty, w których ciało zaczyna wierzyć, że nie musi już wszystkiego dźwigać samo.
Wrażliwość jest tu językiem porozumienia. Ona nie domaga się intensywności. Prosi o uważność. Uczy nas słuchać sygnałów zanim zamienią się w krzyk. Pokazuje granice nie jako ograniczenia, lecz jako miejsca troski. Dzięki niej uczymy się, że bezpieczeństwo nie polega na kontroli, lecz na relacji.
Ciało nie chce być poprawiane. Chce być uznane. Chce usłyszeć, że jego reakcje miały sens. Że napięcie, zamrożenie, czujność były odpowiedzią na świat, który w pewnym momencie okazał się zbyt intensywny. Kiedy przestajemy z nim walczyć, zaczyna się dialog.
Uleczenie traumy nie jest aktem heroizmu. Jest zgodą na łagodność. Na to, że nie wszystko musi zostać poczute naraz. Że można się zatrzymać, cofnąć, zrobić przerwę. Że tempo ciała jest mądrzejsze niż ambicje umysłu.
Zamieszkać w sobie na nowo to pozwolić, by obecność była wystarczająca. To usiąść we własnym wnętrzu bez planu naprawy. Z ciekawością. Z czułością. Jakby mówiło się do siebie po długiej nieobecności: już jestem. Możemy iść powoli.
I może właśnie wtedy, bez wielkich deklaracji, ciało zaczyna mięknąć. Oddech się wydłuża. Serce zwalnia. Nie dlatego, że świat stał się bezpieczny na zawsze, ale dlatego, że nie jest się w nim już samemu.
Bo powrót do ciała jest powrotem do życia – takiego, które da się unieść.
MoodSense - moodsense.pl
Jeśli artykuł Ci się spodobał, będzie nam bardzo miło, jeśli udostępnisz go na swojej stronie lub prześlesz znajomym. A jeśli masz pytania, śmiało napisz do nas: kontakt@moodsense.pl – z przyjemnością odpowiemy! Jesteśmy wdzięczni za zainteresowanie i ciepło pozdrawiamy!
Udostępnij znajomym: