Blog - Życie to jedna wielka szachownica, a nastroje – to te nieprzewidywalne wiatry...

Projekt bez nazwy - 2025-12-23T212218.558

Jeśli czekasz na spóźnionego kumpla, który wpada z tekstem „punktualności nikt nam nie zarzuci” i wszyscy się śmieją – ten tekst jest dla Ciebie.

Jeśli znasz kogoś, kto żartuje z życia, zachowuje spokój w chaosie i zawsze ma asa w rękawie – tym bardziej.

Usiądź i daj się wciągnąć w krótką, żartobliwą historię o nastrojach, szachach i Jacku – mistrzu, który ogrywa nas wszystkich.

Bo „spokój cechuje mistrza”. A śmiech – tych, którzy czytają do końca.

Życie to jedna wielka szachownica, a nastroje – to te nieprzewidywalne wiatry, które raz popychają nas do przodu, raz zawracają w miejscu. Czasem jesteśmy w euforii, jakbyśmy właśnie otworzyli partię gambitem królowej, a czasem w dołku – jakby przeciwnik właśnie zbił nam połowę figur i jeszcze się uśmiechał.

Dziś w południe zadzwonił Paweł. Jeszcze nie dopiłem pierwszej kawy, a już słyszę znajome, lekko zmęczone, ale szczere westchnienie.

– Słuchaj, jeszcze nigdy tak ciężko ostatnio nie pracowałem, ale… czuję satysfakcję – rzucił na dzień dobry.

Klasyczny Paweł w fazie „tryb turbo”. Pracuje jak szalony, deadline’y gonią go po piętach, a on w tym wszystkim jeszcze znajduje czas, żeby zadzwonić i podzielić się tą dziwną mieszanką zmęczenia i dumy. Bo nastroje u Pawła zmieniają się jak pory roku – raz huragan, raz spokojna jesień.

Po chwili przeszedł do właściwego tematu:

– A wiesz, że Jacek często mówi? „Spokój cechuje mistrza”.

I zaczął naśladować Jacka tak wiernie, że mało nie parsknąłem śmiechem: ten leniwy, ciepły ton z lekką drwiną w tle, jakby Jacek zawsze miał w zanadrzu jakiś żart, który tylko on w pełni rozumie.

Bo Jacek to mistrz żartu. Dużo żartuje, zawsze z klasą, zawsze tak, że nie wiesz, czy właśnie cię pochwalił, czy delikatnie wkręcił. „Punktualności nikt nam nie zarzuci” – mówi z poważną miną, kiedy wchodzi na spotkanie dwadzieścia minut po czasie, z tym swoim urokliwym uśmiechem człowieka w kwiecie wieku, który wie, że siwizna działa jak karta „wyjście z więzienia” w Monopoly.

Paweł, który mieszka z Jackiem praktycznie drzwi w drzwi – kwadrans autem, czasem nawet mniej – zawsze narzeka z uśmiechem: „On jest osiągalny, no jasne, że jest. Tylko jak ja mówię ‘o osiemnastej’, to on przyjeżdża o osiemnastej… w swojej głowie. A w rzeczywistości pojawia się o dziewiętnastej zero pięć, z kawą w ręku i tekstem: ‘No co, punktualności nikt nam nie zarzuci’”.

I obaj się śmiejemy, bo to prawda. Jacek jest osiągalny – odbiera telefon, odpowiada na wiadomości (w końcu, nie od razu), zaprasza na szachy, spotyka się. Ale czas u niego płynie inaczej. Jakby miał własny zegar szachowy, w którym każda minuta trwa trochę dłużej, a on wykorzystuje ten dodatkowy czas na żart, na obserwację, na życie w trybie slow motion.

My z Pawłem jesteśmy bardziej podatni na nastroje. Paweł właśnie w fazie maksymalnego obciążenia – pracuje ciężko, ale dzwoni rano, bo potrzebuje oddechu, śmiechu, kontaktu. Ja, mieszkając trochę dalej, łapię te rozmowy jak koło ratunkowe w dni, kiedy moje własne nastroje szaleją. A Jacek? Jacek jest osiągalny, ale na swoich warunkach. Spóźnia się chronicznie, bo „spokój cechuje mistrza”, a mistrz nie biegnie. Mistrz idzie dostojnie, z żartem na ustach i planem w głowie.

On najlepiej rozgrywa tę partię szachów, którą nazywamy życiem. My bijemy zegar, stresujemy się ruchem, cieszymy małymi wygranymi. A Jacek? On jest osiągalny – tylko trzeba poczekać, aż wykona swój ruch. I kiedy w końcu to zrobi – zazwyczaj okazuje się, że znowu miał asa w rękawie i właśnie zrobił mata, śmiejąc się pod nosem.

Nastroje przychodzą i odchodzą. Raz chcemy wszystkiego naraz, raz tylko świętego spokoju. Jacek przypomina nam – z tym swoim żartobliwym błyskiem w oku – że prawdziwy mistrz nie walczy z nastrojami. On je ogrywa. Z klasą. I zazwyczaj z lekkim spóźnieniem.

Chociaż, Jacek, serio – następnym razem przyjdź na czas. Paweł już przygotował szachownicę. I nawet obiecał nie bić zegara… za mocno.

A Paweł – trzymaj się, stary. Satysfakcja po ciężkiej robocie jest najsłodsza (to angielskie „sweetest” znaczy właśnie „najsłodsza”, „najprzyjemniejsza”). Jak wygrana partia po długim kombinowaniu. A jak nastroje znowu cię poniosą – dzwoń. Ja zawsze odbiorę. Nawet jeśli Jacek będzie akurat w drodze, kontemplując swój kolejny żartobliwy, genialny ruch.

MoodSense - moodsense.pl

Jeśli artykuł Ci się spodobał, będzie nam bardzo miło, jeśli udostępnisz go na swojej stronie lub prześlesz znajomym. A jeśli masz pytania, śmiało napisz do nas: kontakt@moodsense.pl – z przyjemnością odpowiemy! Jesteśmy wdzięczni za zainteresowanie i ciepło pozdrawiamy!

Udostępnij znajomym:

Dołącz do nas